Próbuję wysondować czy prawdą
Aleksandria |offshore |Sklepy internetowe osCommerce„Próbuję wysondować czy prawdą jest, że większość prac górniczych prowadzi się na zawał.
— Nie, to nieprawda. — Czy na pewno Słyszałem od kogoś dobrze poinformowanego, że...
— Owszem zdarzają się takie odcinki, gdzie prowadzi się eksploatację na zawał, ale jest to niezbędne ze względów właśnie bezpieczeństwa.
Pytam także o to, czy zrezygnowano z metody Budryka.
— Nie. — Słyszałem, że... — Może pan napisać, te na tyle, na ile to możliwe, korzystamy z tej metody.
Chcę się dowiedzieć co oznacza sformułowanie , na tyle na ile to możliwe". Pragnę wiedzieć czy metoda Budryka nie zdała tu, w Bytomiu, egzaminu, czy okazała się nieprzemyślana i błędna, czy może wysokie plany wydobywcze zmusiły do odstąpienia od niej. czy też może, jak sugerowali mi górnicy, z którymi wcześniej rozmawiałem, nigdy jej w Bytomiu w pełni nie zastosowano. Na te pytania nie uzyskuję żadnej odpowiedzi
Wyjechałem więc wtedy z Bytomia bez poznania przyczyn coraz silniejszych podziemnych tąpnięć i naziemnych wstrząsów. Jednak wątpliwości, które się wtedy w moim umyśle zrodziły sprawiły, że nadal pilnie obserwowałem to, co się dzieje w Bytomiu.
Na kolejne sygnały ostrzegawcze nie trzeba było długo czekać. Kilka miesięcy później, 10 października 1979 roku, w kopalni „Dymitrow" doszło do tiagicznej katastrofy. O godzinie 18.55 w oddziale IV na poziomie 774 nastąpił wybuch pyłu węglowego. Na miejscu zginęło 33 górników, jeden zmarł w szpitalu. Uratowano 10 górników. Wiadomość o tragedii błyskawicznie rozeszła się po Śląsku. Cały region ogarnęła żałoba. W Bytomiu żałobie towarzyszyła groza, zdenerwowanie i napięcie połączone z refleksją nad przyszłością miasta i jego kopalń, nad niepewnymi iosami górników, dla których każdy zjazd pod ziemię mógł być ostatnim. Ci twardzi, odważni ludzie godząc się na ryzyko swej pracy nie godzili się jednak na śmierć niepotrzebną, śmierć, która stawała się ceną za fałszywe ambicje władzy, która uczyniła sobie z planu wydobycia — fetysz Jakże charakterystyczne było wtedy zachowanie i wypowiedzi przedstawicieli najwyższych władz. Co prawda następnego dnia po wypadku do kopalni „Dymitrow" przyjechali min. premier Piotr Jaroszewicz, członek Biura Politycznego i I sekretarz KW w Katowicach, Zdzisław Grudzień, minister górnictwa Włodzimierz Lejczak, i wojewoda katowicki, Zdzisław Legomski, ale nie po to, by głębiej zainteresować się sytuacją kopalni i miasta, by podjąć jakieś ważkie decyzje. Przyjechali, bo tragedia była zbyt wielka, by przejść nad nią do porządku dziennego. Nie stać ich jednak było nawet na spotkanie z załogą — może z obawy, może z niechęci Spotkali się jedynie ze starannie wyselekcjonowanymi „przedstawicielami" górników. Na tym spotkaniu Zdzisław Grudzień powiedział m in. „Nasza wojewódzka organizacja partyjna stale przywiązuje do spraw wielkiej górniczej rodziny najwyższą rangę W poczuciu odpowiedzialności za rozwój społecznogospodarczy kraju górnicy zwiększają wydobycie węgla. Czynimy wszystko, aby zachować wysokie bezpieczeństwo ich pracy. Służy temu nauka, służy wprowadzona do kopalń szerokim strumieniem nowoczesna technika. Sięgamy po ten cenny surowiec w coraz bardziej skomplikowanych warunkach górniczogeologicznych, schodzimy do coraz niższych pokładów. Kadra górnicza, zaplecze naukowobadawcze nie mogą ustawać w podej“(3)
Buty |alveo |stoły