Toto Mix |meble black red white |łyżwy

Pech towarzyszył mi jednak

lampy |perfumy calvin klein |tapety

„Pech towarzyszył mi jednak stale. Nadszedł dzień imienin ojca. Wielka to dla nas uroczystość. W salonie goście — cała niemal kielecka śmietanka towarzyska — dostojne panie w powłóczystych sukniach i czcigodni panowie, wszyscy, jak pamiętam, z bujnymi brodami. W odpowiednim momencie wkroczyła nasza trójka, odświętnie ubrana. Brat i siostra wręczyli ojcu laurki, ja zaś miałem recytować okolicznościowy wierszyk. Szurnąłem zgrabnie nogą w eleganckim ukłonie, otworzyłem usta i... na śmierć zapomniałem, co mam mówić. Kompletna pustka w głowie. Nagle, gdzieś z boku przejmujący szept mamy — Tomciu, wierszyk! Mów wierszyk!
Zdesperowany wypaliłem, co mi w danej chwili przyszło na myśl
— Pada sobie descyk, pada sobie lówno, laz padnie na kwiatek...
Najpierw przejmująca cisza, a po chwili huragan śmiechu. Do dziś pamiętam skaczące w górę i w dół męskie brody. Patrzyłem na ojca. Początkowo zbladł, potem sczerwieniał, wreszcie zaczął sinieć. Powoli dźwignął się z fotela, dwoma palcami chwycił mnie za kołnierz i jak małego psiaka wyniósł do przedpokoju. Ale na to, co się działo później, spuśćmy lepiej litościwą zasłonę.
Czas płynął. Wzrastałem wśród codziennych radości i burz jak prawdziwy londonowski „poganin" z wysp BoraBora. Kiedyś bowiem zawarto rodzinny układ, że oficjalnego obrzędu chrztu dokona wujek Stach, brat mamy, mieszkający w Ameryce. Rzeczywiście, przyjechał do Polski dopiero w 1922 czy 1923 roku. Miałem wówczas ponad sześć lat, więc wszystko doskonale pamiętam. Przywiózł mi w podarunku piękną piłkę futbolową. Chodził w cywilnym ubraniu, bo ponoć taki był obyczaj za oceanem.“(4)

<<<< Próbuję wysondować czy prawdą | Dwaj inni panowie >>>>

Tekstylia łazienkowe |dyskusja |Budownictwo i nieruchomości